NASZE MAGAZYNY:
Najnowszy numer:

Zapoznaj się z zawartością
najnowszego numeru magazynu
Magazyn Dźwig 4/2017
Prenumerata
Aktualności
Archiwum czasopism
UDT wspiera przywracanie sprawności zabytkom

fot.UDT (3) Kraków, ul. Prusa
Urząd Dozoru Technicznego kojarzony jest głównie z badaniem technicznym dźwigów osobowych i osobowo-towarowych, popularnie zwanych windami. Jest ich obecnie w całej Polsce ponad 80 tysięcy. Pośród nich pozostaje w eksploatacji około 350 wind zainstalowanych w latach 1900 do 1945.

Większość z nich była zamontowana w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Są to niejednokrotnie urządzenia o wielkich walorach estetycznych (stylizowane kabiny, obudowy szybu z metaloplastyki) i o unikatowych rozwiązaniach technicznych, wyposażone np. w chwytacze spadochronowe (o których piszemy niżej) albo w złożone układy kopiujące, informujące o położeniu kabiny w szybie itp.

Od początku

Windy były znane już w starożytności, jednak gwałtowny wzrost zainteresowania transportem pionowym przypada na drugą połowę XIX wieku, kiedy zaczęły powstawać „drapacze chmur". Problemem budzącym wówczas olbrzymie obawy było znaczne prawdopodobieństwo zerwania się lin nośnych i jego możliwych tragicznych skutków. Przełom nastąpił w 1854 roku za sprawą Amerykanina Elishy Gravesa Otisa. Zaproponowany przez niego chwytacz bezpieczeństwa został zademonstrowany podczas dramatycznego pokazu dla gości nowojorskiej Wystawy Światowej. Sam wynalazca znajdował się w windzie, gdy lina nośna została przecięta. Zgromadzeni widzowie zamarli przerażeni, a Otis zdążył jedynie zawołać, że jest całkowicie bezpieczny, zanim system bezpieczeństwa rzeczywiście zatrzymał spadającą kabinę windy.

Nad Wisłą

W Polsce pierwszą windę zainstalowano w 1901 roku w warszawskim hotelu Bristol. Wkrótce potem urządzenia te pojawiły się w Krakowie. Produkowały je początkowo przede wszystkim przedstawicielstwa zagranicznych producentów. W Warszawie byli to m.in. amerykański Otis, niemiecki Unruh & Liebieh i austriacki Stigler. W Krakowie i na terenach zaboru austriackiego od początku dominującą rolę odgrywały firmy wiedeńskie: Sowitsch i Wertheim, ale instalowano również urządzenia takich firm jak Petrović, austriacki Freissler, niemiecki Flohr czy szwajcarski Schindler.

Stosowane w Krakowie do lat dwudziestych XX wieku windy posiadały chwytacze zabezpieczające kabinę na wypadek zerwania lin. Później zaczęto stosować chwytacze spadochronowe, które działały nie tylko w przypadku zerwania lin, ale także w sytuacji, gdy kabina osiągała nadmierną prędkość. Pęd powietrza napierał na rozpostarte płótno pod kabiną, powodując uruchomienie chwytaczy i zatrzymanie się kabiny.

W latach trzydziestych został przyjęty układ z kołem ciernym i ogranicznikiem prędkości – rozwiązanie, które z drobnymi modyfikacjami stosuje się do dziś. Wielokrotnie zadziwia nas pomysłowość konstruktorów z tamtych lat. Większość współczesnych dźwigów działa dokładnie na tej samej zasadzie jak te z początku XX stulecia. Główne różnice związane są ze sterowaniem – mikroprocesory wyparły klasyczne przekaźniki i aparaty kopiujące. Jednak podstawowe elektryczne układy bezpieczeństwa kontrolujące pracę dźwigu do dziś konstruowane są w identyczny sposób.

Największy w Polsce zbiór starych dźwigów osobowych znajduje się w Krakowie. Jest tam ponad sto wind zainstalowanych przed 1945 rokiem, a nadal czynnych jest ponad 70. Niektóre z nich to unikatowe zabytki techniki i prawdziwe dzieła sztuki.
Wykończenie, czyli obudowa kabiny, to przeważnie projekty jednostkowe, nawiązujące dekoracją do bramy wejściowej, balustrad, okien czy drzwi prowadzących do mieszkań w poszczególnych kamienicach. Zwraca uwagę troska o najdrobniejsze detale – drewniane wykończenia, stylizowane elementy mosiężne, kryształowe lustra, ławeczki dla pasażerów.

Wszystko miało być funkcjonalne, a zarazem eleganckie i estetyczne. Przed drugą wojną światową w Polsce montowano również dźwigi produkowane przez polskie firmy, takie jak: Warszawska Fabryka Dźwigów SA Romana Groniowskiego, mieszcząca się przy Emilii Plater 10, BRACIA JENIKE Fabryka Dźwigów SA Warszawa, w Alejach Jerozolimskich 20 (zakład produkcyjny znajdował się przy ul. Podskarbińskiej 34), czy „Moc" SA Fabryka Maszyn i Kotlarni, także firma warszawska przy ul. Wolskiej 121-123.

Dźwigi jeździły z prędkością do 0,63 m/s w szybach wykonanych z siatki zamocowanej do samonośnej konstrukcji. Były bardzo ciche, ponieważ kabina poruszała się po drewnianych, dębowych prowadnicach, które uniemożliwiały przenoszenie do mieszkań drgań związanych z pracą urządzenia.

Miały samozakleszczające się chwytacze klinowe o natychmiastowym działaniu. Bardzo nowatorska była konstrukcja ogranicznika prędkości stosowanego w tych dźwigach. Podobne rozwiązania techniczne wykorzystuje się do dzisiaj.

Stosowano również już wtedy ruchomą podłogę, która wykrywała obecność pasażera w kabinie. Kabiny produkowane przez firmę „Moc" SA można uznać za poprzedniczki współczesnych dźwigów panoramicznych. Posiadały siedem okien, przez które można było obserwować klatkę schodową, a nawet widoki za umieszczonymi w niej oknami. Dźwigi te można było wezwać tylko na parter i pojechać na wybrane piętro. Na poszczególnych piętrach nie było przycisków wezwań. Na dół schodziło się po schodach.

Ocalone zabytki

Pożogę wojenną przetrwało w Warszawie niewiele z takich dźwigów. Dwa z nich znajdują się w jednej z kamienic przy ul. Słupeckiej. Oba działały do Powstania Warszawskiego i od tamtego czasu nie były eksploatowane, co pozwoliło na zachowanie większości oryginalnych elementów dźwigowych takich jak: wciągarka, ogranicznik prędkości, luzownik, chwytacze, rama kabinowa, zamki drzwi szybowych, szyb, siatka oraz drewniane prowadnice.
Po ponad 60 latach przestoju odrestaurowane z pietyzmem dźwigi znów służą mieszkańcom.
Windy firmy Groniowskiego instalowano w wielu prestiżowych obiektach warszawskich, jak np. w budynku Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Prudential". Te, niestety, już nie istnieją, ale zachowały się w stanie sprzed wojny windy przy ul. Bacciarelliego, w al. 3 Maja oraz w al. Przyjaciół i jeżdżą do dzisiaj.
W al. 3 Maja zachowały się także windy produkcji austriackiej firmy Stigler. Jedenaście z nich do dziś jeździ w murowanych szybach, po dębowych prowadnicach. Eleganckie kabiny wyłożone fornirem, przeszklone kryształowym szkłem, odrestaurowane i dopuszczone do użytku przez UDT, posłużą jeszcze długo.
Działają także do dnia dzisiejszego windy Fabryki Dźwigów Braci Jenike SA z Warszawy – przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie i w Gdańsku przy ul. Polskiej.
Konserwatorzy wind podkreślają, że przedwojenne urządzenia odznaczają się znacznie większą trwałością. Wynika to nie tylko z zastosowania solidniejszych konstrukcji, ale też ze znacznie większej troski ich użytkowników. Windy te zawsze były wyjątkowo ciche. Drewniane prowadnice i skórzane wkładki w stalowych prowadnikach gwarantowały, że kabina wędrowała pomiędzy piętrami niemal bezszelestnie.
Stare dźwigi dodają uroku budynkom, w których są zainstalowane. W Krakowie jest jeszcze sporo nieczynnych starych dźwigów. Od wielu lat są systematycznie usuwane i prawie zawsze trafiają po prostu na złom. UDT stara się temu przeciwdziałać, ratując stare urządzenia. Oddział Krakowski UDT tworzy nawet w swojej siedzibie muzeum.

Działania


W 2010 r. została podpisana umowa o długofalowej współpracy pomiędzy Urzędem Dozoru Technicznego a Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie, gdzie jest najwięcej tych zabytkowych urządzeń. Celem umowy jest wspólne działanie na rzecz zachowania, dokumentowania i opracowywania opisów historycznych dźwigów na terenie Polski, a także pomoc w zakresie aranżacji muzealnej i utrzymaniu ekspozycji zabytkowych dźwigów znajdujących się na terenie Oddziału UDT w Krakowie przy ul. Rydla 50.

Eksperci z UDT czynią wiele starań o zachowanie tych pięknych urządzeń i przywrócenie im sprawności użytkowej. Oceniają stan techniczny każdego z tych zabytków, sugerując renowację oraz dostosowanie do współczesnych wymogów bezpieczeństwa, choć windy te były i nadal są bezpieczne i praktycznie nie odnotowuje się w nich wypadków.

Dodatkowo koszty ponoszone przez spółdzielnie na remont starej windy są najczęściej o 40 procent niższe, niż przy wymianie na nowe urządzenie. Odrestaurowane i zmodernizowane zabytkowe dźwigi są chlubą mieszkańców i podnoszą prestiż budynku.


www.udt.gov.pl

foto:
kliknij aby powiększyć
admin | dodano 2017-11-15
TAGI: magazyn Dźwig | dźwig | winda | UDT | Urząd Dozoru Technicznego